Na poczatek od razu taka rada: polecam serdecznie pójście do kościoła, sprawdzilam osobiscie, nic tak nie pomaga na depresje, to na prawde pomaga!
Znowu trudne dni. Czarne doły, lęki przed chorobą, śmiercią. Najchętniej bym spała. Przytulić się do poduszki, nakryć kołdrą, odgrodzić się od wszystkiego. Rano, gdy się budzę, czuję ścisk w żołądku (znowu nie będę mogła zjeść śniadania), pali skóra i oblewam się gorącym potem.Wstaję. Mam tyle spraw do załatwienia! Kołuje mi się w głowie, ruchy mam spowolnione. Jak ja przeżyję ten dzień? Nie dam rady!
Łazienka - trzeba się umyć, ubrać. Przebijam się przez każdą czynność.
Zrobić synowi drugie śniadanie, sprawdzić czy ma w tornistrze wszystkie książki. Brudno w mieszkaniu, nie mam siły włączyć odkurzacza - może jutro. Niech już wszyscy wyjdą z domu, chcę być sama.
Trzeba zrobić zakupy. Pójdę do sklepu. Żeby tylko nie spotkać żadnej sąsiadki, bo twarz mam sztywną i każdy może się zorientować, że ze mną coś nie tak. Idę. Zawroty głowy. Może się nie przewrócę i dojdę do sklepu. Stanąć przy ladzie, chwycić się kontuaru, żeby złapać równowagę.
24 marca
Chyba jestem śmiertelnie chora! Trzeba iść do lekarza.
29 marca
Lekarz mnie zbadał.
- Pani jest absolutnie zdrowa!
- Jak to? - pytam zadziwiona.
- Pani ma depresję, proszę się zgłosić do psychologa.
21 maja
Nie umiem sobie przypomnieć, jaka była dziesięć lat temu. Na pewno inna. Niestety nie umiem powiedzieć, jaka jestem teraz. Na pół obecna, automatycznie spełniająca swoje obowiązki matki, gospodyni domowej.
Brak akceptacji siebie, brak zgody na niezgodę.
2 października
Ostatnia sesja u psychoanalityka: lęk przed konfrontacją z oceną. Ja sama oceniam siebie nie najlepiej - powiedział pan doktor psychiatra. Ćwiczę jogę i oddechy- uduchawiam moje spięte ciało.
Czuję, że przegrywam swoje kolejne dni, przegrywam życie. Chcę być kochana, akceptowana - potrzebne mi to jak powietrze do oddychania. A jednak ciągle odczuwam brak miłości. Czy ja sama potrafię kochać?
2 marca
Wczoraj ostatnia sesja u psychoanalityka. Mam sobie sama radzić!
Trudne poranki. Dom, na którym nie potrafię się oprzeć, dom, który nie ma we mnie oparcia. Smutek, strach, brak perspektyw. Synowie rosną, potrzebują mnie. Owszem gotuję, piorę, czasem i wyprasuje, ale gdzie jest mój uśmiech dla nich, gdzie jest ciekawość i radość świata, którą powinnam im przekazać?
30 marca
Jaka jestem? Jaka pragnę być? Czy można w moim wieku przebudować swoje spojrzenie na siebie? Czy mogę kształtować swoja rzeczywistość?
Powiedziałam panu doktorowi, że mogę i chcę, że zacznę od najmniejszych rzeczy wokół siebie. Zacznę dbać o swoje ubrania i kupię sobie coś nowego.
Tęsknota za niespełnionym, za czymś, czego jeszcze nie dotknęłam, co mnie jeszcze nie spotkało.
Mój psychoanalityk mówi, że jeśli zaczynam się źle czuć, to mam pomyśleć, czego się boję. To jest trudne, bo gdy zaczynam się źle czuć, to boję się wszystkiego, począwszy od tego, że za chwile stracę przytomność, po lęk przed wizytą znajomych.
12 kwietnia
Jestem nierówna: to podekscytowana, to przestraszona i wycofana.
Nie potrafię unieść życia, jest dla mnie zbyt trudne. Nie mogę pracować, nie umiem iść na wywiadówkę do szkoły.
Patrzę z zazdrością na ludzi, którzy mozolnie ciągną swój trud. On ich urealnia, daje im poczucie własnej wartości. A gdzie jest moja wartość?
Czy sami wybieramy nasz sposób reagowania, realizacji siebie? Nie każdy radzi sobie z życiem. Są ludzie, dla których brzemię życia jest za ciężkie do uniesienia i ciągle się odrealniają. Zajmują miejsca w więzieniach, szpitalach psychiatrycznych.
21 maja
Tkwi we mnie piekąca gula. Bywa, że się utajnia. Próby dyscyplinowania siebie. Niestety nie dają wiele. Trzy tygodnie pracy ostrej, ogólnego zachwytu i akceptacji. Owszem sprawdziłam się, podołałam, zrobiła fajną rzecz. Ale to nie daje mi radości, bo pozostaję z pytaniem, czy to była ja, czy w tych czynnościach faktycznie uczestniczyłam? A może uczestniczyło tylko moje ciało i intelekt. A dusza - to bolesne miejsce - znowu się schowała, zwinęła.
1 czerwca
Lepiej, lepiej, potem dół! Dół tym bardziej głęboki, że towarzyszy mu obsesyjna myśl - ja z tego nigdy się nie wydostanę. A żyć w takim nieuchwytnym bólu, w takiej trwodze nie da się.
10 czerwca
Gdy rano otwieram oczy - jeśli nie mam pilnych spraw - to natychmiast je zamykam, bo jeśli pośpię jeszcze z godzinkę, to dzień o godzinkę będzie krótszy.
Wieczór jest milszy - czeka mnie łóżko i na ogół miła kalkulacja, ile to dzisiaj spraw pchnęłam do przodu, choć z takim trudem.
10 lipca
Trzeci dzień czuję się dobrze, można powiedzieć poprawnie. Mam nawet ochotę na plany, na przyszłość.
Choć podobno nie wolno się do nikogo porównywać, to przecież ciągle się porównujemy. To niebezpieczne, bo albo czujemy się od kogoś lepsi - a wtedy ogarnia nas pycha, albo gorsi - wtedy dół.
15 lipca.
Bardzo dobrych kilka dni. Porządki, wyrzucanie starych szmat i papierów. W mieszkaniu czysto, przyjemnie. Chłopcy wszystko wyszorowali, hydraulik zrobił łazienkę. Powinnam w najbliższym czasie odwiedzić bibliotekę.
Obudziłam się szczęśliwa. Mój psychiatra mówi, że jestem w pół drogi. A ja myślę i czuję, że jestem na finiszu!
30 lipca
Mój pies leży obok łóżka i ciężko wzdycha. Nie mam siły wyjść z nim na spacer. Cały dzień przede mną. Całe życie. Tyle mogłabym zrobić!
Mogę zapisać się na kurs prawa jazdy, albo na kurs angielskiego. Pójść do teatru, odwiedzić znajomych.
Jednak od dwóch lat - sparaliżowana własnymi myślami, biegnącymi po mojej głowie i całym organizmie jak rozszalały tabun dzikich koni - na nic nie mogę się zdobyć.
Mam tyle czasu, mogłabym tyle zrobić rzeczy, ale wykorzystuję go na wsłuchiwanie się w mój organizm, na rozpamiętywaniu mojego dzieciństwa, młodości (to pewnie efekt dwuletniej psychoanalizy?)
Widzę siebie jako dziewczynę, która dostała od Boga dużo energii i talentów, która szła przez życie ostro, realizowała wszystko jak należy. Studia, dzieci, dom, praca zawodowa.
A dziś? Strach, ból, palpitacje i ogólna niemoc. Gdy chłopcy mają wrócić do domu, to się zrywam: łazienka, włosy, makijaż, żeby się nie przestraszyli smutnej, chudej, bladej mamy.
1 sierpnia
Trzymam się kurczowo siebie, swojego strachu, który daje mi poczucie rzeczywistości. Co za absurd! A może to ten strach mnie trzyma? Nic nie rozumiem.
13 sierpnia
Luiza Hay, pozytywne afirmacje: pozwalam sobie na szczęście, na radość, miłość. Jakież to proste! Wystarczy parę razy dziennie powiedzieć to sobie do lustra.
1 wrześnie
Afirmacja pod nazwą: życie jest piękne - jest niestety fałszywa. Mój świat nie jest doskonały. Patrzę w lustro i widzę smutne, zbolałe oczy. Plecy okrągłe, nie umiem się wyprostować. Nie mam siły umyć włosów. Trzeba zrobić obiad. Co na ten obiad? Jakie to życie jest trudne.
20 listopada
Nie będę się uzależniać od cudzych chęci i oczekiwań! Ważne są dla mnie moje własne. Ale jakież one są? Pustka, pustka i. łóżko!
Moje życie w moich rękach. Moje dzieci, mój dom, moje spacery, mój pies. Zaczynam od porannych spacerów z psem.
21 listopada
Zadowolenie z życia. Co to może być?
Mój psychiatra powiedział mi wczoraj, że jestem wielką oszustką, bo robię wrażenie osoby dorosłej, świetnie radzącej sobie z materią życia, skutecznej w działaniu. Jednak w bliskich związkach wychodzi ze mnie niedokochane, kapryśne dziecko. I to ono się buntuje przeciw mojej aktywności i nie pozwala normalnie funkcjonować. Ciekawe.
A więc wszystko to przez moje niedojrzałe maleństwo, niezrównoważoną, niecierpliwą, dziewczynkę!
Jak się jej pozbyć?
30 listopada
Czuję łzy, ale nie mogę ich wypłakać. Duszą mnie.
15 grudnia
Dzisiaj u pana psychoanalityka również oszustką okazała się moja świętej pamięci Babcia. Po jej samobójczej śmierci mama wpadła w depresje, tata zajęty wyłącznie mamą. A ja. samotna, opuszczona. To było bardzo dawno. Minęło już 20 lat! Czy to może jeszcze boleć?
2 stycznia
Likwiduję w sobie poczucie winy. Nie ma we mnie żadnej winy. Nie dopuszczam do lęków. Moja energia przestaje buszować o moim wnętrzu, tylko wychodzi na zewnątrz w postaci działania. Moja energia daje mi siłę i chęć do życia.
Po 4 latach
Czytanie swoich zapisków sprzed lat jest niedyskrecją wobec samej siebie. Czy komuś są potrzebne zwierzenia, chorej, nieszczęśliwej kobiety?
Odbiłam się od dna; kupiła sobie piękne sukienki, poczułam swoją urodę, wartość, rozstałam się z mężem alkoholikiem. Znowu zakwitło szczęście z moim życiu, mogłam się śmiać. Nie na długo, gdyż mój starszy syn miał poważny atak psychozy. Psycholog mówi, że on odbiera ode mnie to, czego mu nie dałam. No tak, te lata depresji przecież go obciążyły. Czy ja za nią odpowiadam? Czy ja ponoszę winę za chorobę syna? To wszystko mnie przerasta.
Wasze Komentarze
Gerard605 (gerard605@go2.pl) 02:20 29-05-2007
Skłonności do depresji mają podłoże genetyczne i są dziedziczone. Nie powinna się pani winić za coś na co nie ma pani wpływu. Gdyby nawet zdawała sobie pani sprawę ze swoich skłonności do depresji, czy zdecydowałaby się pani nie mieć potomstwa? Pewno nie, i nie było by w tym nic dziwnego. Z tą chorobą trzeba nauczyć się żyć i uczyć tego innych. Pierwszym krokiem jest sama akceptacja faktu, że się ją posiada, i że jest to normalne w swojej nienormalności. Następnie należy się uczyć jak przewidywać kryzys i łagodzić jego objawy. Należy pamiętać, że będzie ona towarzyszyć nam przez całe życie, więc w miarę możliwości brać ją pod uwagę w planach na życie. Na podstawie tego, co przeczytałem z pani pamiętnika wnioskuję, że została pani zaskoczona tą chorobą na pewnym etapie życia i nikt nie potrafił udzielić pani w porę pomocy. Przynajmniej zyskała pani doświadczenie, którym może się pani podzielić ze swoim synem, by nie musiał przez wszystko przechodzić sam. Moja matka tak właśnie zrobiła, dzięki czemu lżej mi się brnie przez życie. Poza tym syn pani będzie musiał nabrać pewnych nawyków ucząc się tego niestety na własnych błędach. Podczas tej bolesnej nauki będzie potrzebował w sparcia i pomocy. Samo zrozumienie i zaakceptowanie jest już pomocne.
Zwierzenia pani są potrzebne i pani i innym. Świadomość, że nie jesteśmy odosobnieni w cierpieniu pomaga żyć. Mają także wartość dydaktyczną. Tę wiedzę należy szerzyć.